Pewnego razu roku 2003 zostałem zaproszony do znajomej na grilla. Było piękne lato tego dnia słonce szczególnie było łaskawym. Impreza odbywała się z dużym ogrodzie na tyłach domku jednorodzinnego, gdzie mieszkała Ela. Po zjeżeniu obfitej porcji karkówki postanowiłem powylegiwać się na leżaku. Była Niedziela, miałem wolną głowę od obowiązków. Patrzyłem rozmarzonym wzrokiem w niebo, na którym dokazywały lekkie obłoki. Nic nie zapowiadało tego co się stało niedługo później.

Około południa Elę odwiedziła jej znajoma. Kobieta w średnim wieku, bardzo skromnie wyglądająca starała się za wszelką cenę nie zwracać na siebie uwagi. Ukłoniła się na przywitanie nieśmiało kiwając głową po czym obydwie z Elą usiadły na ławce stojącej w głębi ogrodu. Rozmawiały o czymś energicznie. Jednak to nie zaprzątało mojej uwagi. Pomyślałem sobie „babskie ploteczki”. Po dłuższej chwili Ela podeszła do mnie i zapytała, czy mógłbym porozmawiać z jej znajomą.

Zdziwiła mnie ta prośba, pierwsze co mi przyszło na myśl, to co taka kobieta może ode mnie chcieć? Jednak przystałem na prośbę Eli zebrałem się i podszedłem do kobiety siedzącej w bezruchu na ogrodowej ławce. Nieśmiało mi się przyglądała nawet z wyczuwalnym zażenowaniem. Przedstawiłem się grzecznie i zapytałem, czy chce porozmawiać? Odpowiedziała, że tak. Zapytałem, czy mogę usiąść?  – Oczywiście proszę – Odpowiedziała jakby zawstydzona, że sama tego nie zaproponowała.

Sytuacja była niecodzienna. Kobieta miała około 45 lat? Była do bólu skromnie ubrana. Zażenowanie, które było wyczuwalne na odległość próbowała wyładować skubiąc rękaw beżowego sweterka, w który była ubrana.

Były to czasy, kiedy zajmowałem się przede wszystkim wymuszeniami i odzyskiwaniem długów. Co wiązało się często z rozmowami z różnymi ludźmi. Miałem w tym wprawę, dlatego pozwoliłem kobiecie złapać oddech i pozbierać myśli. Siedziałem w milczeniu czekając aż najprawdopodobniej zbierze się na odwagę. W tym momencie w sukurs koleżance przyszła Ela.

– I co powiedziałaś mu?

Kobieta nawet na nią nie patrząc kiwnęła przezroczo głową. Było widać, że jest bardzo zestresowana.

– Nie potrafi poradzić sobie z synem robi jej straszne cyrki, a jest sama – Streściła całą kwestię Ela

Zapadła chwila ciszy. Patrzyłem na panią Halinę szukając potwierdzenia tego co powiedziała Ela.

– No powiedz mu – Przynaglała Ela. – Kradnie jej z domu i…

– Dobrze powiem sama – Przerwała Eli pani Halina

Po raz pierwszy nieśmiało spojrzała mi w oczy. Zauważyłem, że jej oczy były zaszklone od łez. Zrozumiałem, że coś w sobie dusi. Jednak milczałem. Uważałem, że potrzebuje czasu zresztą mi też nigdzie się nie spieszyło. Ela widząc, że kobieta walczy by się przełamać powiedziała.

– Dobrze to ja was zostawię – po czym poszła doglądać grilla.

Po chwili pani Halina przetarła dłonią łzy napływające jej do oczu. Zrozumiałem ze chce mi powiedzieć o czymś bolesnym. Spodziewałem się czegoś najgorszego. Prawdopodobnie gwałtu lub czegoś podobnego.

– Panie Pawle – zaczęła konwulsyjnie łapiąc powietrze – kiedy nieco się uspokoiła kontynuowała

–  Mam syna, sama go wychowuję jego ojciec jest marynarzem zostawił nas jak Marcin był mały. Jestem listonoszką, zarabiam skromnie i sama go wychowuję jak najlepiej potrafię. Staram się by niczego mu nie brakowało. Ja sama potrzebuję niewiele, tak zostałam wychowana. A jemu daję tyle na ile mnie stać. Kocham moje dziecko… – zrobiła chwilę przerwy. Przed przejściem do meritum. – Ale niestety, kiedy zaczął dorastać jest coraz gorzej. Brak ojca daje się we znaki… Mocno do mnie pyskuje, wyzywa, ukradł mi kartę od bankomatu i wybrał wszystkie oszczędności. Było tego niewiele, ale co ja z takiej wypłaty mogłam odłożyć. Ojciec nic nam nie pomaga…   Po tym zdarzeniu byłą w domu awantura. Podejrzewam, że popija alkohol i być może bierze jakieś narkotyki, ponieważ czasami zachowuje się dosłownie zwierzęco. Nie poznaję własnego dziecka nie wiem co się dzieje?  Kilka dni temu ukradł mi kluczyki od naszego malucha i gdzieś spowodował stłuczkę. Musiałam zgłosić sprawę na Policją.

Teraz nie mamy nic ani samochodu, chociaż on był niewiele warty zawsze to jakoś inaczej. No i żadnych oszczędności nic. Nie daj Bóg coś by się stało pomocy znikąd.  Ale to nie jest najgorsze… Najgorsze jest to, że on do mnie skacze z łapami a to już przecież dorosły mężczyzna. Panie Pawle ja nie wiem co w niego wstąpiło starłam się go wychować najlepiej jak potrafię. Kocham go i nigdy nie chciałam dla niego źle, ale ja już po prostu nie daję sobie z nim rady. Jest silniejszy ode mnie i dochodzi do rękoczynów. Wykręca mi ręce, popycha nie ma z nim rozmowy.

Kiedy opowiadała mi o tym wszystkim przyglądałem się jej twarzy. Wyrażała ona tak wiele. Wypisane na niej było cierpienie, rozpacz, gorycz wszystkie uczucia związanie z niezrozumieniem. Podczas rozmowy często patrzyła na nie rozżalona szukając w moich oczach odpowiedzi, na pytanie, dlaczego?

Zanim skończyła mi o tym wszystkim mówić wiedziałem jaka będzie moja propozycja. Znałem takie i podobne sytuacje. Zdawałem sobie sprawę z tego, że zawansowanie demoralizacji jej syna jest na tyle poważne, że będę musiał zaproponować drastyczne środki. Po to by ją samą chronić przed kimś kogoś kogo tak bardzo kocha. Jednak nie widziałem innego rozwiązania.

Kiedy opowiedziała mi o tym wszystkim i jeszcze o innych pomniejszych zdarzeniach zapadła cisza. Nie była mi ona potrzebna jednak chciałem by nieco ochłonęła zanim jej powiem to co powiedzieć musiałem.

Dopiłem kawę, którą między czasie przyniosła nam Ela. Odsunąłem filiżankę na bok plastikowego ogrodowego stolika i z bólem serca powiedziałem to co uważałem za słuszne.

– Proszę panią… Znam się trochę na tym… Zdaje sobie sprawę, że mój punk widzenia nie każdemu może się podobać jednak moje działania są sprawdzone w praktyce. Ostateczna decyzja będzie należała do Pani.

– słucham – zapytała retorycznie.

– Nie widzę innego wyjścia jak tylko takie by pani synowi porządnie wpieprzyć. Problem jest w tym ze sprawy zaszły na tyle daleko że na moje oko lekkie natarganie ucha nie za bardzo pomoże a nawet i mogłoby pogorszyć sytuację.

– Wiec co pan proponuje? Co znaczy porządnie wpieprzyć? Bo wie pan ja na syna nigdy ręki nie podniosłam…

– Może to i dlatego – powiedziałem pod nosem sam do siebie. Po czym kontynuowałem

– Mam tu na myśli spuszczenie mu porządnego łomotu łącznie z wywiezieniem do lasu i nastraszeniem. Zresztą ja się na tym znam i wiem, jak to zrobić jedynie od pani zależy czy na to pójdzie czy nie?

Kobieta spojrzała mi w oczy jakby nieco wystraszona. Po czym rozejrzała się na boki najprawdopodobniej szukając podpowiedzi co ma zrobić? Widać było, że walczy sama z sobą. W takich momentach w sercu matki toczy się wojna. –  Wygrała miłość…

– Wie pan co… Ja naprawdę przepraszam, ale ja się jeszcze z tym wstrzymam, dobrze? Może on się jeszcze zmieni, poprawi?…

Znałem te śpiewki, nie liczyłem, że od razu się zgodzi. Jednak w duchu przeczuwałem, że to nie nasze ostatnie spotkanie.

– Proszę panią z racji całej tej sytuacji na zrobię to za darmo. Nie chcę żadnych pieniędzy to tak żeby pani wiedziała na przyszłość/

– Dobrze, bardzo panu dziękuję za rozmowę. Powiedziała z wyraźnym zażenowaniem w głosie. Wstała nieśmiało tak jakby miała mnie zaraz zapytać, czy jest wolna?

-Jeszcze raz bardzo panu dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że się pan na mnie nie poraził. Rozumie mnie pan? Jestem matką…

– Oczywiście że rozumiem – odpowiedziałem – jednak w głębi serca współczułem tej kobiecie. Znałem takie sytuacje z poprawczaka czy wwiezienia i wiedziałem, że samo się nic nie naprawi, że będzie gorzej. Chłopak poczuł słaby punkt i nie odpuści. Sprawa była już zgłoszona na Policji, w Sądzie i nic nie pomogło. Zresztą ja sama nie byłem terapeutą i w tamtym czasie nie widziałem innego rozwiązania, poza tym które zaproponowałem. Z racji profesji jaką parałem się w tamtym czasie szybko zapomniałem o całej sprawie. Podświadomie wiedziałem, że to nie koniec jednak nie przypuszczałem nawet że tak to się zakończy. Kontynuacja w tekście –  link poniżej.   https://wiadomosci.wp.pl/zamordowal-matke-ale-jest-niepoczytalny-6037176032531585a