Twórczość

Zaistnienie w świecie pisarskim ewidentnie jest wynikiem pisania – eureka!

Dobrego lub kontrowersyjnego. Mnie osobiście bardziej do gustu przypadła pierwsza opcja. Postawiłem sobie za cel pisanie książek dobrych.  Nie chcę pisać stricte dla pieniędzy lub tylko po to by mieć swoją książkę. Chcę, tylko, by pieniądze były dodatkiem do pisania, a pisanie realizacją siebie i celów w nim zawartych. (chociaż jedno z drogim nie musi stać w konflikcie).

Jeśli miałbym do wyboru napisanie w ciągu roku czterech książek, by się z tego utrzymać, lub dwóch, by się spełnić a zarazem mieć z tego grosz, wybrałbym to drugie. (oczywiście jeśli miałbym co jeść). To jest dla mnie bardzo istotne, dlatego nie rozważam czysto komercyjnych pomysłów na książkę. Pisanie a traktowanie pisania poważnie to dwie różne kwestie, nie czynię tego przy okazji, lecz podporządkowałem pisaniu całe swoje życie.

Czego oczekuję od pisania? –

Spełnienia zawodowego. Realizacji powołania. Torowania drogi innym będącym w podobnej sytuacji do mojej. Nie mam kompleksów, jednak proszę tego nie odbierać jako zarozumiałości czy pychy.  Wszyscy znamy przecież osoby bardzo medialne, które potrafią być skromnymi ludźmi. I odwrotnie: osoby, które na swoim braku skromności zbudowały medialny rozgłos.

Oczywiście rozumowanie, że jestem wolnym strzelcem niepodlegającym żadnym normom, kryteriom, ocenom czy kwalifikacjom, byłoby infantylne. I wzbraniam się przed tym. Robię swoje, a czas i czytelnicy weryfikują czy to, co zrobiłem, wykonałem dobrze. Banalne jednak prawdziwe.

Mimo że bywam przez swoich czytelników porównywany do innych autorów, nie blokuje mnie to ani też nie dodaje skrzydeł. Dlaczego? Ponieważ ja sam do nikogo się nie porównuję. Zachowuję zdrowy dystans, a koncentruję się na tym, by pisać dobre książki. Nie rozglądam się na boki. Nie zamierzam z nikim rywalizować, ponieważ każdy pisze o czymś innym, mimo zbieżności tematycznych.

Równie bacznie przyglądam się krytyce jak pochwałom, ponieważ jedne i drugie mogą wpłynąć na mój rozwój.  Tylko ode mnie zależy jak na nie zareaguję. Bardzo się cieszę, że z pierwszą książką udało mi się utrzymać „na powierzchni”.

Nigdy nie miałem zamiaru zbijać kapitału literackiego na swoim poprzednim życiu. Na tym, że byłem złym człowiekiem. Pobyt w więzieniu jest powodem do wstydu, nie – dumy.

Dlatego na okładce pierwszego wydania mojej książki nie ma ani słowa o tym, kim jestem ani kim byłem.  Później – wziąwszy pod uwagę sugestie kolejnego wydawnictwa, z którym nawiązałem współpracę –  napisałem kilka słów o sobie. Chciałem, żeby czytelnicy dowiedzieli się, kim byłem, ode mnie, a nie z plotek. Dlatego zdecydowałem się na taki krok.

 

 

Rolą pisarza jest to, by wprowadzając czytelnika w swój świat, tamten pomyślał powodowany pierwszą ciekawością: „Ale tu fajnie!” I po czasie, kiedy ostygnie ekscytacja, gdy pozna dokładnie wszystkie kąty, cieknący kran i zacinającą się spłuczkę, mimo to oświadczy: 

„Pasuje mi tutaj… Zostaję!”

Paweł Cwynar

Nigdy nie miałem zamiaru zbijać kapitału literackiego na swoim poprzednim życiu. Na tym, że byłem złym człowiekiem. Pobyt w więzieniu jest powodem do wstydu, nie – dumy.Dlatego na okładce pierwszego wydania mojej książki nie ma ani słowa o tym, kim jestem ani kim byłem.  Później – wziąwszy pod uwagę sugestie kolejnego wydawnictwa, z którym nawiązałem współpracę –  napisałem kilka słów o sobie. Chciałem, żeby czytelnicy dowiedzieli się, kim byłem, ode mnie, a nie z plotek. Dlatego zdecydowałem się na taki krok.

Dlaczego? – Otóż powodem było to, że jako były i – co najważniejsze – nawrócony gangster odwiedzam zakłady karne, gdzie dzielę się z więźniami świadectwem swojego życia. Tylko w połączeniu z tym faktem moje ujawnienie się nabiera sensu, a nie – jak niektórzy sądzą – marketingowego chwytu. W innym wypadku byłoby to strzeleniem sobie w kolano.

Proszę sobie wyobrazić, jakie są reakcje ludzi na napis widniejący na okładce książki, który mówi o tym, że napisał ją były przestępca?

Dlatego umieszczając taką informację na okładce mojej książki bardzo zaryzykowałem jednak chciałem pokazać ludziom pogubiony. Takim jakim ja kiedyś byłem, inną drogę. Krótko mówiąc: skoro mnie się udało, to i tobie może się udać – odwagi!

.

Spotkałem w zakładach karnych bardzo wielu ludzi, którzy parają się pisaniem. Moim zdaniem niektórzy z nich posiadają talent. Brakuje im jednak jest motywacji do tego, by wyjść z swoją twórczością do innych. Dlatego to, co robię, ma być formą zachęty, dodania otuchy, śmiałości. Tego, że można wyjść na prostą mimo spędzenia połowy życia za kratami.

Kiedy publicznie przyznałem się do swojej przeszłości, wielu znajomych odwróciło się ode mnie z niesmakiem.  Jednak byli i tacy, którzy gratulowali przemiany i dopingowali ku temu, bym wytrwał –  dla siebie i dla innych.  Podbudowali mnie jako autora i dodali otuchy – jako człowiekowi. Od momentu, kiedy moja pierwsza powieść zaczęła zbierać pozytywne recenzje, przyglądający się z niepewnością autorzy amatorzy odważyli się i zaczęli zadawać mi pytania. Co mają zrobić, by wydać to, o czym piszą? Otrzymałem również wiele wiadomości od ludzi zza krat, „że bardzo mi dopingują, ponieważ dałem im nadzieję.”

Ludzie, którzy spędzili za kratami większość swojego życia, poszukują sensu. Jest im on potrzebny do życia niemniej niż tlen. Kiedy tracisz poczucie wiary w to, że możesz dokonać czegoś, co ma sens, najczęściej zaczynasz pić, ćpać, po prostu staczasz się na dno. A kiedy widzisz, że komuś się udało, to i Ty zaczynasz próbować, walczyć. Analogicznie jak z wygranymi w totolotka.

Jestem jednym z tych, którzy – dzięki Bogu podołali wyzwaniu, i czuję na sobie brzemię odpowiedzialności, by pokazać, że można inaczej

Mimo że bywam przez swoich czytelników porównywany do innych autorów, nie blokuje mnie to ani też nie dodaje skrzydeł. Dlaczego? Ponieważ ja sam do nikogo się nie porównuję. Zachowuję zdrowy dystans, a koncentruję się na tym, by pisać dobre książki. Nie rozglądam się na boki. Nie zamierzam z nikim rywalizować, ponieważ każdy pisze o czym innym, mimo zbieżności tematycznych.

Równie bacznie przyglądam się krytyce jak pochwałom, ponieważ jedne i drugie mogą wpłynąć na mój rozwój.  Tylko ode mnie zależy jak na nie zareaguję. Bardzo się cieszę, że z pierwszą książką udało mi się utrzymać „na powierzchni”.

Nigdy nie miałem zamiaru zbijać kapitału literackiego na swoim poprzednim życiu. Na tym, że byłem złym człowiekiem. Pobyt w więzieniu jest powodem do wstydu, nie dumy.

Dlatego na okładce pierwszego wydania mojej książki nie ma ani słowa o tym, kim jestem ani kim byłem.  Później, wziąwszy pod uwagę sugestie kolejnego wydawnictwa, z którym nawiązałem współpracę, napisałem kilka słów o sobie. Chciałem, żeby czytelnicy dowiedzieli się, kim byłem, ode mnie, a nie z plotek. Dlatego zdecydowałem się na taki krok.

Dlaczego? – Otóż powodem było to, że jako były i – co najważniejsze – nawrócony gangster odwiedzam zakłady karne, gdzie dzielę się z więźniami świadectwem swojego życia. Tylko w połączeniu z tym faktem moje ujawnienie się nabiera sensu, a nie – jak niektórzy sądzą – marketingowego chwytu. W innym wypadku byłoby to strzeleniem sobie w kolano.

Proszę sobie wyobrazić, jakie są reakcje ludzi na napis widniejący na okładce książki, który mówi o tym, że napisał ją były przestępca?

Dlatego umieszczając taką informację na okładce mojej książki bardzo zaryzykowałem jednak chciałem pokazać ludziom pogubiony. Takim jakim ja kiedyś byłem, inną drogę. Krótko mówiąc: skoro mnie się udało, to i tobie może się udać – odwagi!

Spotkałem w zakładach karnych bardzo wielu ludzi, którzy parają się pisaniem. Moim zdaniem niektórzy z nich posiadają talent. Brakuje im jednak jest motywacji do tego, by wyjść z swoją twórczością do innych. Dlatego to, co robię, ma być formą zachęty, dodania otuchy, śmiałości. Tego, że można wyjść na prostą mimo spędzenia połowy życia za kratami.

Kiedy publicznie przyznałem się do swojej przeszłości, wielu znajomych odwróciło się ode mnie z niesmakiem.  Jednak byli i tacy, którzy gratulowali przemiany i dopingowali ku temu, bym wytrwał –  dla siebie i dla innych.  Podbudowali mnie jako autora i dodali otuchy – jako człowiekowi. Od momentu, kiedy moja pierwsza powieść zaczęła zbierać pozytywne recenzje, przyglądający się z niepewnością autorzy amatorzy odważyli się i zaczęli zadawać mi pytania. Co mają zrobić, by wydać to, o czym piszą? Otrzymałem również wiele wiadomości od ludzi zza krat, „że bardzo mi dopingują, ponieważ dałem im nadzieję.”

Ludzie, którzy spędzili za kratami większość swojego życia, poszukują sensu. Jest im on potrzebny do życia niemniej niż tlen. Kiedy tracisz poczucie wiary w to, że możesz dokonać czegoś, co ma sens, najczęściej zaczynasz pić, ćpać, po prostu staczasz się na dno. A kiedy widzisz, że komuś się udało, to i Ty zaczynasz próbować, walczyć. Analogicznie jak z wygranymi w totolotka.

Jestem jednym z tych, którzy – dzięki Bogu podołali wyzwaniu, i czuję na sobie brzemię odpowiedzialności, by pokazać, że można inaczej.

Kiedy zabrałem się za pisanie swojej pierwszej książki, wszyscy mi mówili „Daj sobie spokój! Dzisiaj mało kto czyta, rynek jest opanowany przez kilku autorów, za którymi stoi potężny PR. Coraz więcej księgarni jest zamykanych.  W tej branży nie ma przyszłości”.

 

 

Co ja na to? Przede wszystkim odpowiedziałem sobie na pytanie, po co i dla kogo miałbym pisać.  Czy mam o czym pisać, a jeśli tak, to w jakim stylu. Oprócz tych dylematów, po prostu czułem wewnętrzną potrzebę pisania. Usiadłem i wbrew wszystkiemu postanowiłem opisać historię, którą znałem, a zarazem współtworzyłem jako jeden z jej bohaterów.

Dlaczego? Ponieważ mało który pisarz nasłuchał się w swoim życiu tylu historii, co ja. Nierzadko były to bardzo intymne zwierzenia ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia, z wyrokami dożywocia, a którzy chcieli jeszcze coś po sobie zastawić prócz krzywd i łez… Być zapamiętanymi również z tej ludzkiej strony… Ludzi, których nikt nie chciał wysłuchać… Ludzi, którzy przegrali swoje życie. Opowiadali nie dlatego, że jestem autorem czy dziennikarzem, tylko dlatego, że byłem jednym z nich… Ufali mi, ponieważ w kwestii zaufania biorąc pod uwagę więzienne zasady nigdy nie zawiodłem.

 
 
Proszę sobie wyobrazić: cela szesnaście metrów kwadratowych, ośmiu więźniów, całe lata odsiadki… Do tego trzeba doliczyć rotację. Jedni wychodzą, inni przychodzą.  Od rana do nocy opowiadania i zwierzenia tego mnóstwa historii mam co wybrać plus to co sam przeżyłem.

Chcę opisywać historię, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednakże w moim odczuciu są tego warte, by o nich opowiedzieć. Historie które mają puentę i niosą przesłanie, mimo że niejednokrotnie są naznaczone pasmem przemocy, bólu i cierpienia.

Owszem, mogłem zacząć od podjęcia tematyki kryminału lub opisać swój życiorys, jednak byłoby to pójściem na łatwiznę, dlatego postanowiłem zacząć od powieści, która opowiada o trudnej miłości – by sprawdzić się na rynku autorskim jako pełnowartościowy pisarz, nieobawiający się podjąć wyzwania.

 

Innym wymiarem autorskiego warsztatu jest opisanie np. zbrodni kierując się zapiskami z akt spraw, wycinkami prasowymi, opowieści osób postronnych, skarżonych, którzy mówili o tym, o czym wypadało mówić, by dostać mniejszy wyrok, którzy jeszcze byli w grze i chcieli coś dla siebie ugrać umniejszając swoją winę, innym – zwierzenia ludzi, którzy już o nic nie grali, którzy byli poza nawiasem i nie mieli nic do stracenia a do końca kary niejednokrotnie dwadzieścia lat.

Podczas wieczornych rozmów przy czaju, w cztery oczy usłyszałem o niejednej ludzkiej tragedii, żalu, pretensji, straconych marzeniach i groźbach.  Kiedy współwięźniowie bez zahamowani, odkrywając najskrytsze tajemnice. Bez zahamowań opowiadali, jak było, z najmniejszymi detalami- odkrywając niejednokrotnie najskrytsze tajemnice-ponieważ ufali mi i już na niczym im nie zależało.

Skazaniec w ciszy więziennej celi, odtruty od alkoholu, narkotyków, zderzający się ze swoimi przemyśleniami, analizami, potrzebami, krzywdą i poczuciem winy. Odkrywający swoje wnętrze nie tylko przestępcy, ale i ojca, męża, syna, sieroty, bezdomnego. Marginesu, w który został wpisani już od samego dzieciństwa…

Widziałem na własne oczy dramaty zdrad, zbrodni powodowanych zazdrością, pychą, piętrowe kłamstwa, wielowątkowe intrygi, które prowadziły do tragedii. Widziałem wiele reakcji ludzi, kiedy z korespondencji, na którą tak bardzo czekali, dowiadywali się o śmierci najbliższych lub zdradzie żony, wyklęciu przez własne dzieci lub świństwie wyrządzonym przez przyjaciela, któremu bezgranicznie ufali. Bezsilność i cierpienie nierzadko były zaczątkiem przebudzenia własnej empatii lub zacietrzewieniu w nienawiści.

Była też druga strona tego horroru. Widziałem, jak ludzie potrafili sobie wybaczyć wielkie krzywdy. Heroiczne czyny, kiedy poszkodowani odwiedzali swoich oprawców tylko po to, by powiedzieć im: „Wybaczam Ci”. To niejednokrotnie zmieniało życie tych drugich.  Bezinteresowna i dozgonna miłość matek do swoich nierzadko okrutnych względem nich – dzieci. Nigdy i nigdzie nie widziałem tylu mieszanych emocji, co w więziennych salach widzeń.

Puentując

Moim zdaniem czytelnika można nabrać raz, no, może dwa razy. Mam tu na myśli wielkie kampanie reklamowe książek, które zawiodły.  Osobiście staram się stawiać na ciekawe historie. Więcej: na bardzo ciekawe historie! Opisane lekkim, przyjaznym stylem bez udziwnień, które wyhamowują płynność akcji. Chcę pisać książki, które zapadają w pamięć, ponieważ – prócz ciekawego wątku dają do myślenia.  Czy temu podołam? Czas pokaże…

Dziękuję.

Podsumowując – nie to kim byłem, tylko – jak piszę! Nie Paweł Cwynar pisarz. Tylko pisarz Paweł Cwynar. No przynajmniej aspirujący…

Ekstremalne doświadczenia życiowe pomagają mi oddać prawdę i klimat opisywanych zdarzeń. Paweł Cwynar

Dlaczego trzy okładki?

Pierwsza z zielonym kwiatkiem. Została wydana we współpracy z (wydawnictwem) Poligraf. Co okazało się dużą pomyłką.  Kolejne dwie w wydawnictwie Bernardinum z którym owocnie współpracuję do dzisiaj. Motyw z każdej okładki nawiązuje do treści książki. Okładka z ćmą  jest, ostatnim najnowszym wydaniem.