Bardziej prawdopodobnym jest to, że nie wróci do więzienia ten który przed jego opuszczeniem deklarował, że gotów jest choćby zamiatać ulice niż ten który chce przenosić góry.

Kiedy zostałem aresztowany byłem dobrze prosperującym zawodowym
przestępcą. Majętnym, silnym, zdecydowanym i szanowanym w półświatku.

Inicjacją mojego procesu nawracania była modlitwa uniżenia. Siedziałem
na więziennej pryczy i bez wyrazu patrzyłem w zakratowane okno. W pewnym
momencie jakbym usłyszał głos mówiący wprost do mojego serca. Wstań wyjdź na
środek i połóż się na podłodze. 

Zrobiłem nieco inaczej, ponieważ całe życie robiłem nieco
inaczej. Wstałem otworzyłem okno do malutkiej celi niemal od razu wdarł się
trzaskający mróz było -20*. Rozebrałem się do spodenek i położyłem krzyżem
betonowej podłodze.  Leżałem godzinę co
dnia przez 30 dni i zadawałem setki pytań nawet nie wiedziałem komu…

Wtedy Łaska Boża wylała się do mojego serca i zobaczyłem to
co do tej pory było dla mnie zakrytym. Zrozumiałem to o czym nie miałem
pojęcia. Słowo Boże które czytałem w Biblii stawało się dla mnie zrozumiałym.

Niedługo potem Pan Bóg udzielił mi wyczerpującej odpowiedzi na
najważniejsze dla mnie pytanie, jaką ma dla mnie propozycję…

Nigdy nie zapomnę tej zimy i nigdy nie zapomnę tej nocy.

Oczywiście i ja musiałem przejść  test. Na samym początku zostałem (rzucony na głęboką wodę) Otóż, kiedy opuściłem ZK.  Już w pierwszych dniach przyszło wezwanie a Sądu do odpracowania w Zieleni Miejskiej 40h. Było to pokłosie wyroku, który zasądził Sąd Rejonowy w Legnicy za prowadzenie samochodu w stanie upojenia alkoholowego bez wymaganych uprawnień. Ponieważ te były mi odebrane za podobne przewinienie już wcześniej.

To nie było moje pierwsze przewinienie o takim charakterze. Jednak ze wcześniejszych wyroków zawsze się wykupowałem. Ponieważ nie wyobrażałem sobie biorąc pod uwagę (moją pozycję) w półświatku bym zgodził się w moim mniemaniu na taką kompromitację jak zamiatanie ulic w jaskrawej kamizelce.

Jednak teraz byłem (innym człowiekiem) nie mogłem i nie chciałem niczego załatwiać drogą nieformalną czyt. nielegalną.

To było dla mnie pierwsze i dosyć mocne wyzwanie. Musiałem w swoim rodzinnym mieście, gdzie wszyscy mnie znali pokazać, że nie jestem tym Pawłem, który jeździł super Mercedesem z pęgą (brudnej) kasy w kieszeni, ale teraz jestem Pawłem, który jest prawym katolikiem.

Kiedy to się stało przyodziałem zielona kamizelkę, dostałem miotłę i zostałem zawieziony co centrum miasta, gdzie miałem wyznaczony swój rewir. Szatan nie czekał długo z miejsca posługując się moimi starymi znajomymi przysłał ich z kuszącymi propozycjami. Gdzie w miesiąc mogłem zarobić kilkadziesiąt tysięcy złotych (na nielegalnym VAT). Wszystko to odbywało się w atmosferze kpin i szyderstw.

Wytrwałem.

Tak to się wszystko zaczęło.

Po wielu latach zrozumiałem, że wtedy 2005r Duch Święty
nakłonił mnie do tego gestu pokory bym zgiął swój dotychczas krnąbrny kark. Ponieważ
bez tego nie zrozumiałbym co Pan Bóg chce mi powiedzieć. Zrozumiałem też, że pokora
jest najdroższym klejnotem w koronie świętości.

Nie silny, bystry, inteligentny, przebiegły, zaradny,
pomysłowy, błyskotliwy, wygadany, ale pokorny ma największe szanse na
utrzymanie się na wolności i wygranie swojego życia.

Na wolności jestem już od 2011r. I nie stoję w miejscu…