Menedżer – Monika Krzebietka +48 511 751 153 m.krzebietka@gmail.com
Świadectwo Z.K Jelenia Góra 2012r.

Świadectwo Z.K Jelenia Góra 2012r.

Zakład Karny w Jeleniej Górze opuściłem w 2010.10. 21. „Odsiedziałem” w nim ostatnie pięć lat swojego wyroku. W tamtym czasie ugruntowywała się moja droga nawrócenia.  – Powróciłem do niego w 2012 roku tym razem jako gość. Dać świadectwo temu, że wytrwałem przy Panu Bogu i że On mi błogosławi. Więzienie odwiedziłem wraz z Bractwem Więziennym, które posługuje tam do dziś.
Co sądzisz o filmach Patryka Vegi? Plusy i minusy?

Co sądzisz o filmach Patryka Vegi? Plusy i minusy?

– Często reporterzy, kiedy wyłączą już kamerę zadają mi to pytanie. – Co o nich sądzę? Przede wszystkim są bardzo odważne. Patryk nie boi się poruszać mocno drażliwych tematów. Niewygodnych dla wielu sfer, gdzie ukrywa się patologia przez nikogo nie niepokojona. Np. „Botoks” Kto miałby odwagę nakręcić taki film?! Gdzie w jednym kadrze obnaża się tyle niewygodnej prawdy?

To jest jeden z powodów, dlaczego słuchać płacz. – To na plus

Na minus? – Nie znam zamysłu reżysera nie wiem czy efekt zdezorientowania widza jest zamierzony. Czy filmy które ogląda widz są tylko dla wąskiego grona? Tego nie wiem, dlatego odniosę się jedynie zakładając hipotetycznie, gdzie moim zdaniem leży błąd.

– Znam środowiska przestępcze i ogólnie pojętą patologię. Stad wiem, że treści pokazywane w jego filmach są oparte na faktach. Jednak ktoś kto nie miał do czynienia ze środowiskiem nie potrafi ich zrozumieć. Moim zdaniem problemem jest zbyt skąpa i płytka narracja. – Proszę sobie przypomnieć filmy starych mistrzów. „Ojciec Chrzestny”, „Chłopcy z ferajny”, „Cassino”, „Jak to się robi w Chicago” i wiele innych klasyków. Po obejrzeniu takiego filmu widz, który kompletnie nie miał nigdy do czynienia z przestępczością od wewnątrz, nie czuje się pogubiony. Mimo wielu dialogów reżyserzy często posiłkowali się narracją trzecio osobową która klarowała nam wszelkie niuanse zasad panujących w świecie przestępczym. Dzięki czemu sytuacja stawała się przejrzysta, i gładko wprowadzała widza w przekazywaną treść, na tyle profesjonalnie, że nawet kompletni laicy rozumieli wszystko od początku do końca i po obejrzeniu takiego filmu (pomijając fabułę) czuli się usatysfakcjonowani. Uważam, że tego brakuje w filmach Patryka Vegi.

Bez tego jego produkcie dużo tracą. Ne mam tu na myśli kogoś kto jak pilot wycieczki wszystko by nam szczegółowo tłumaczył odzierając do cna z przywileju zagadkowości i samodzielnego myślenia. Ale kogoś takiego jak np. Głos, w pociągu który informuje nas jaka to stacja. Filmy są zakwalifikowane jako kryminały wiec są też nastawione na odpowiedniego widza. Niemniej uważam, że w klasykach takich problemów nie było. Jakiś czas temu obejrzałem film pt. „GIT” Podobna sytuacja. Pozwolę sobie tutaj na prywatną wycieczkę. Cofnijmy się do roku 1990 Kiedy pierwszy raz przekroczyłem bramy więzienia i wstąpiłem w szeregi subkultury więziennej która nazywała się, „grypsujący”. Proszę sobie wyobrazić, że mimo że byłem po solidnym (przeszkoleniu) w poprawczaku to samych zasad i reguł grypsowania uczyłem się kilka miesięcy. A niepisanych praw które rządzą w więzieniach do końca ostatniego wyroku. Czyli razem piętnaście lat. W subkulturze Grypsujacych czyli tzw. „komandosach wśród skazanych”,  „GiT” – ci. To tak jakby generałowie. Naprawdę trzeba wiele lat by to wszystko dobrze pojąć. Wiec proszę mi teraz odpowiedzieć jak przeciętny Kowalski bez trzecio osobowej narracji ma zrozumieć treść filmu bez dyskomfortu zagubienia? Oczywiście to mój subiektywny pogląd.

 

Opatrzność. – Otarłem się o śmierć.

Opatrzność. – Otarłem się o śmierć.

Pierwsza fucha.

Kiedy w roku 98 mając 26 lat stanąłem po drugiej stronie muru okalającego więzienie w Wołowie nie miałem planu co z sobą począć. Bez zawodu, wykształcenia na domiar złego bez jakichkolwiek środków do życia.

Skontaktowałem się z Paniom kurator której przydzielono rolę pełnienia nadzoru nade mną a jednocześnie miała być osobą, w której obowiązku leżało choćby podjęcie próby ułatwienia znalezienia mi pracy. Niestety okazało się, że ogranicza się jedynie do rozliczania mnie z tego jak sobie radzę. Zarejestrowałem się w urzędzie pracy jednak bezskutecznie. Mijały tygodnie a ja nie miałem z czego żyć.

Pewnego dnia spotkałem na ulicy starego znajomego z więzienia. vel „Kongo”. Po krótkiej rozmowie wyjaśniłem mu swoją mało skomplikowaną sytuację, którą ten w lot pojął, ponieważ sam nie raz opuszczał Zakłady Karne.

Jako że byłem silny 120 kg mięśni, odważny, sprawdzony i w „sztosie” czyli wysportowany. Zaproponował mi dorywczą fuchę. Miałem jeździć z podobnymi mi chłopakami na granicę w celu ochraniania przemytników papierosów. Ekipa ponoć była zgrana.

W tamtych latach na granicy polsko niemieckiej toczyły się bardzo zaciekłe wojny między różnymi grupami przestępczymi, trudniącymi się przemytami papierosów i spirytusu. Przede wszystkim Caringtonem i Lelkiem w których to wojnach trup słał się gęsto. To mnie jednak nie zniechęciło

Kongo w mojej obecności wykonał telefon do swojego znajomego „Szyny” Który był jednym z Legniczan dorabiających sobie ochranianiem przygranicznych przemytników.

Zaręczył za mnie przedstawiając w dobrym światle. Po krótkiej rozmowie poinformował mnie, że na ten tydzień mają już cały skład. (Czyli pełne auto) Jednak za tydzień chętnie wezmą mnie z sobą.

Kiedy po dwóch tygodniach Kongo nie zadzwonił byłem nieco zdziwiony, ponieważ znałem go z rzetelności. Pojechałem do niego by zapytać się co z naszą sprawą? Spotkałem go pod domem był mocno przygnębiony. Zapytałem co się stało?

– To ty nic nie słyszałeś?! – odpowiedział

– No nie – odrzekłem zdziwiony

Rozejrzał się badawczo na boki po czym wyjaśnił mi podekscytowany.

– Posłuchaj wtedy co pojechali co nie było już dla ciebie miejsca. Była awantura! Ktoś z broni maszynowej na środku drogi ostrzelał ich Forda Sierrę między Bożkowicami a Leśną. Kierowca zginął na miejscu a potem zabójca resztę wyprowadził z auta i po kolei strzałem w tył głowy dokonał egzekucji na wszystkich! Mimo że mieli przy sobie jeden pistolet nie zdołali nic zrobić zginęli na miejscu! – Oficer sekcji kryminalnej powiedział, że takiej masakry nigdy jeszcze nie widział.

Ja właśnie teraz jadę do zakładu pogrzebowego załatwiać specjalną trumnę dla Szyny, bo w standardowej się nie mieści.

Po tamtej rozmowie z Kongiem zrozumiałem, że uniknąłem pewnej śmierci. Dzisiaj sprawca tej zbrodni Rosjanin odsiaduje dożywotkę w Zakładzie Karnym w Wołowie.

Kiedy wycofałem się ze wszystkiego, opadł kurz emocji i spojrzałem na całe może życie z perspektywy człowieka nawróconego. Jestem przekonany o tym, że mój los nie dokonał się wtedy tam na tej bocznej drodze wśród przygranicznych lasów. Ponieważ Ten który był, jest i będzie, poza czasem. Ocalił mnie ponieważ wiedział że przyjdzie takie dzień, kiedy odpowiem na Jego zaproszenie. I będę miał tu jeszcze coś do zrobienia… 

Egzekucja w Leśnej – śmierć pięciu mężczyzn

W nocy z 6 na 7 września, na bocznej drodze prowadzącej z Leśnej do Bożkowic, zastrzelono 5 młodych mężczyzn. Młodzi ludzie, poruszający się Fordem Sierra należeli do lokalnego gangu złodziei samochodów. Nie mieli jednak nic wspólnego, z konfliktem przemytników, znanym jako “wojna zgorzelecka”.

Wena

Wena

Natchnienia do pisania najczęściej szukam na łonie natury lub w muzyce. Reszta jest ciężką rzemieślniczą pracą.  W domowym zaciszu czasami po kilkanaście godzin dziennie z czego efektywnej pracy, jest zaledwie mały procent z tego.
Praca na budowach.

Praca na budowach.

 

W trakcie pisania mojej pierwszej książki 2012 r. Dowiedziałem się, że być może będę musiał wydać ją za własne pieniądze! Ta wiadomość mocno we mnie uderzyła, ponieważ byłem w tamtym czasie bez pracy. Nie dlatego że pracować m się nie chciało tylko dlatego że pracy dla mnie nie było. Poszedłem po prośbie do znajomego, który zatrudnił mnie na okres letni bym mógł zarobić na bilet na wyjazd do Anglii co było moim zamiarem. Kolejno tam chciałem zarobić na wydanie książki. W Polsce jak i za granicą pracowałem w mało wyszukanym zawodzie tragarza cegieł i zaprawy. Co skończyło się tym, że tak mocno kontuzjowałem sobie kolana od dźwigania zbyt dużych obciążeń, że przestałem chodzić.